
Od okolo 9 lat jestem posiadaczka mieszanca buldoga francuskiego i mopsa.
W czasie wakacji moj pies zostal pogryziony i mial zszywana powieke..
Po pewnym czasie pojawiy sie ataki padaczki.
Pierwszy byl bardzo silny nie trwal dlugo lecz objawial sie sztywnieniem konczyn, piana i slina z pyska.
Ataki pojawialy sie raz na kilka miesiecy..
Na dana chwile sytuacja wyglada tak, ze pojawily sie 3 ataki w ciagu miesiaca, a mianowicie :
9.12,22.12 i trzeci atak wystapil doslownie przed chwila...
I byl to chyba najsilniejszy ze wszystkich.. Objawy te same co przy wczesniejszych lecz w momencie gdy wygladalo, ze atak sie juz konczyl ponownie sie nasilal..
Po drugim ataku 22.12 wybralam sie z psem do weterynarza. Dostal leki - Mizodin + Heparegen.
I tu moje pytanie czy w takim wieku podawac psu leki ?
Boje sie ze odbije sie to na jego watrobie, sercu, ukladzie nerwowym.
Wiadomo, ze nie jest to mlody pies..
Czy dla jego dobra lepiej uspic by sie poprostu nie meczyl ?
Szukam najlepszego rozwiazania dla psa by mu pomoc, a nie zaszkodzic..
nie wiem jakim sposobem wyzdrowial, rodzice mowili ze babcia odprawiala
nad nim jakies "czary" .. (cokolwiek ma to znaczyc), jakies rozne zabobony..


