
ten dzień był dla mnie jeszcze gorszy od poprzedniego. Lekarze z fiolki nie dali nam przy odbiorze pieska żadnych dokumentów. Dopiero kiedy moja mama wraz z naszą przyjaciółką osobiście pofatygowała się do fiolki, dostała wypis wraz z odręcznie napisanym opisem reanimacji i odręcznie napisanym rachunkiem. W karcie brak było jednak kluczowej informacji o rodzaju i ilości podanej narkozy (w dodatku opis badania rtg tchawicy nie zgadzał się wcale z tym co było w opisie badania z 2007 roku). Po moich usilnych naleganiach chirurg skontaktował się ze mną i powiedział co jej podawał. Na koniec życzył nam powodzenia, co było szczytem nietaktu. Ponieważ jest współwłaścicielem multiwetu na gagarina, zadzwonił również tam i podał telefonicznie składniki narkozy. Poinformował też lekarza z kliniki, że piesek z jego lecznicy, czyli fiolki na ul. Waszyngtona 26, wyszedł na własnych nóżkach, co jest perfidnym kłamstwem i wskazuje na chęć wybielenia się wobec zaistniałej sytuacji (mam na to niepodważalny dowód i świadków). Pojechaliśmy na gagarina około godziny 11. 00 z nadzieją na poprawę stanu pieska. Pani weterynarz inga wocial, której jesteśmy bardzo wdzięczni za pomoc i opiekę nad pieskiem, powiedziała, że nasz pupil może obudzić się jeśli przy nim pobędziemy, jeśli poczuje nasz zapach i usłyszy nasz głos. Wierzcie mi, również miałem taką nadzieję. Wchodząc już do szpitala usłyszałem straszny skowyt swojego psa. Zobaczyłem moją biedną kruszynę w klatce wijącą się i prężącą łapy. W dodatku wydzielała strasznie nieprzyjemny zapach podawanych jej leków. Przenieśliśmy sunię do oddzielnego pokoju. Plan wydawał się prosty. Jeżeli piesek podczas ataku przez 15 minut nie mógł się uspokoić dzięki naszej obecności, to dostawał leki na uspokojenie. W czasie ich działania głaskaliśmy ją, mówiliśmy do niej cicho i obiecywaliśmy różne wspaniałości żeby tylko się obudziła. Po ok. 1-2 godz. Uspokajacz przestawał działać i atak się powtarzał. Niestety pomimo naszych starań poziomka nie potrafiła się przebudzić. Jęczała tylko, prężyła się odchylając mocno głowę do tyłu, nie reagowała na nasze słowa& może nas słyszała, ale tego nie wiemy. Po pięciu godzinach tej bezskutecznej walki opuściliśmy klinikę, nie chcieliśmy męczyć więcej naszego pieska. Maleńka dostała lek na uspokojenie i z powrotem została przeniesiona do klatki. Niedziela, 11 lipca 2010
u pieska nastąpiła lekka poprawa. Tym razem przynajmniej nie skomlała, ale również miała prężenie łap (piesek podczas zatrzymania akcji serca miał niedotlenienie mózgu czego następstwem mogło być uszkodzenie kory mózgowej. Mam nadzieję, że te efekty są odwracalne). W sobotę i w niedzielę przyjąłem rolę detektywa i starałem się dowiedzieć co nieco o działalności doktora dariusza wiśniewskiego. Ostrzegamy! Weterynarzy takich jak pan wiśniewski należy pozbawiać praw do wykonywania zawodu, tym bardziej, że nasz przypadek nie jest jedynym w jego karierze zawodowej, o czym niestety dowiedzieliśmy się zbyt późno. Niefachowość pana doktora jest zjawiskiem powtarzającym się, na co dowody można odnaleźć na forach internetowych. Do dziś nie usłyszeliśmy od niego słowa przepraszam. Tutaj są opisane trzy przypadki braku profesjonalizmu dariusza wiśniewskiego
linki: link Republika. Pl/tregediafelka/wstep. Htm
link Forum. Molosy. Pl/showthread. Php? T=6017
link Miau. Pl/viewtopic. Php? F=22&t=78209&start=30
tutaj zamieszczam tylko opisy stanu poziomki do 15 lipca bez podawania leków jakie dostała:
środa, 21 lipca 2010
stan pieska znacznie się poprawił przez te dni, próbuje wstać, ale jest jeszcze bardzo słabiutka. Potrafi ułożyć się w pozycję mostkową, brak oczopląsu poziomego. Niestety poziomka narazie nie widzi, być może jest uszkodzona część kory mózgowej, która jest odpowiedzialna za wzrok. Dzisiaj o godzinie 13. 00 była bardzo pobudzona, kiedy przyjechałem z trudem było ją utrzymać, po około 15 minutach masażu i głaskania uspokoiła się. Nakarmiłem ją wywarem z rosołu, żeby ją wzmocnić. Jestem dobrej myśli, ale przed poziomką jeszcze długi okres rehabilitacyjny, mam nadzieję, że będzie tylko lepiej.
23-26 lipca 2010
23 lipca zabraliśmy poziomkę z multiwetu, jak powiedzieli lekarze jej stan jest na tyle stabilny, że powolutku zmniejszyli jej podawane wcześniej leki. Ważne żeby tylko piła i jadła. Badania kontrolne (krwi) mają się odbyć w środę 28 lipca. Stan pieska w porównaniu z tym co się działo dwa tygodnie temu jest lepszy. Poziomka dalej nie widzi, jej uszy reagują na dźwięk, ale niestety nie reaguje na nas i na inne osoby. Kiedy chcemy ją pogłaskać odrazu ucieka w róg legowiska. Trzy razy dziennie wychodzę z nią na spacerek na pobliski trawnik. Od soboty dobrze sobie radzi, potrafi już się utrzymać na łapkach. Chwiejnym krokiem zrobi może z metr maks dwa metry do przodu. Jej ruchy nie są skoordynowane, często upada lub kręci się w kółko, ponieważ nie widzi. Dzisiaj (niedziela 26 lipca, zauważyłem u niej oczopląs poziomy, dalej nie ma odruchu grożenia). Martwię się o jej psychikę, ciągle się boi i piszczy pomimo tego, że jest w domku otoczona wzorową opieką. 27 lipca skontaktujemy się z psim neurologiem i zobaczymy co powie. Na allegro zrobiliśmy aukcję charytatywną. Leki, leczenie są bardzo drogie już nie mówiąc o rehabilitacji, która również jest kosztowna. Bardzo prosimy o pomoc, kwota nie jest ustalona, każda złotówka jest na wagę złota. Podaję link do strony na allegro:
link Pl/item1156015302_walczymy_o_zycie_naszej_suni_poziomki. Html
jeżeli komuś z was zdarzył się podobny przypadek z udziałem tego weterynarza i chcielibyście nam pomóc bardzo proszę o kontakt na maila: informator2006@onet. Eu
telefon komórkowy: 793-688-856


