agresja

Nasz piesek ma cztery miesiące ale będzie dużym psem, już potrafi skoczyć mi do twarzy. Jest mieszańcem, jego mama jest pół dobermanem, a pół labradorką, ojciec nie znany. Nasze psie mimo że tak młode jest potwornie agresywne. Nie dajemy już rady, kiedy jest na podwórku nie można wyjść by nie zostać dotkliwie pogryzionym, ostatnio przegryzł mi żyłę na ręce, ślady po zębach mam na brzuchu, piersiach pod pachą itd. Przyznam się że boję się co będzie dalej. Na upomnienia że czegoś mu nie wolno reaguje jeszcze większa agresją, na krzyk przestań(teraz wołamy feee!) jest jeszcze gorzej. Nie mogę wstać z fotela, krzesła bo zaraz skacze by mnie gryźć(z mężem jest podobnie) Oczywiście mam pod ręką jakaś jego zabawkę by odwrócić jego uwagę ale to nie daje efektu, jeśli ma do wyboru gryzienie człowieka lub zabawki zawsze wybierze człowieka,gryzie bardzo dotkliwie. Odkąd go mamy od prawie trzech miesięcy to najgorszy czas w naszym życiu, stale nerwówka, nie chcemy go oddawać mimo jego charakteru, znajoma powiedziała "uśpij go" jest to dla mnie nie do pomyślenia, proszę o radę. Korzystaliśmy ze szkolenia ale ono nic nie dało.
Piesek ma dużo ruchu, może biegać do woli
Szkolenie wyglądało w ten sposób że człowiek od szkolenia skupił się na nauce chodzenia z psem na smyczy, nie poradził mi nic więcej niż to że nie należy psu na gryzienie pozwalać, powiedział by złapać za obróżkę, lewą ręką zmusić do przysiadu i przez chwilę przytrzymać, jeśli gryzie krzyczeć na niego feee, cała reszta to chodzenie ze smyczą, nie mam samochodu więc mam problem z dojazdem na szkolenie, właściwie nie ma takiej możliwości.
Czemu wiem ze to agresja? Odróżniam kiedy chce się bawić i podgryza, a kiedy rzuca się szczerząc kły nie ma opcji by go wtedy uspokoić nie działa żadna zabawka, nawet komenda siad(bo to umie, oczywiście za nagrodę) w chwili jego amoku nie działa nic, liczy się tylko zapalczywe gryzienie, nie można z nim spacerować tak jak wcześniej, teraz to jest rzucanie się na człowieka, zachowuje się tak w stosunku do nas i do obcych. Do ewentualnej kastracji jeszcze wiele miesięcy, nie wiem jak wytrzymać ten terror. Ktoś inny zwyczajnie uwiązałby go do budy.
W chwili szału staramy się go izolować na kilka minut by się uspokoił, ale to działa nie zawsze i zazwyczaj na krótką metę.
Teraz tez leżał sobie w przedpokoju kiedy do niego wyszłam( nie był w trakcie izolowania, po prostu się tam położył)co ważne nie w takim miejscu żeby ktoś mu przeszkodził, tylko w głębi, zamachał ogonem, podeszłam do niego, pogłaskałam, on sie wydawał ucieszony i spokojny i ze zwykłego pogryzania doszło do takiej afery, zaczął mnie tak potwornie gryźć, z taką zapalczywością ze znów mam całe przedramiona w krwiakach, nie zrobiłam nic przez co mógłby czuć się zagrożony.

Bardzo, bardzo proszę o pomoc bo nie wiem jak będzie wyglądało nasze dalsze bytowanie z nim, od tych kilku miesięcy żyjemy stale w nerwach, czy jego zachowanie jest typowe dla szczeniaka? Czy może to być jakaś choroba psychiczna? Nie mamy jednej godziny bez ataków z jego strony, już nie wiem co robić
pozdrawiam

Odpowiedź

jedyne co może Pani psa uspokoić to sterylizacja,radziłbym nie, czekać z tym zabiegiem ,agresja powinna ustapić lub zmniejszyć sie około 2,3 mies po zabiegu,alternatywa to kontakt z dobrym behawiorystą który może spróbować zmienić zachowanie psa to wymaga jednak troche czasu

  • Odpowiedzi udzielił:

    Konsultant portalu vetopedia.pl