Terytorializm względem szczeniaka?

Od miesiąca jest z nami szczeniak - suczka, mieszaniec. Obecnie ma 2, 5miesiąca. Towarzyszy jej 10 letni strażnik moskiewski, problem dotyczy głownie jego (na pewno mojego błędu, ale owocuje u niego). Od początku podchodził do niej z rezerwą, po około 2 tygodniach wszystko szło w dobrym kierunku, razem spały i się bawiły, powarkiwał tylko wtedy, gdy naprawdę go męczyła. Jednak od trzech dni strażnik ma ciągle o coś "pretensje". Zaczął pilnować miski, zabiera jej zabawki i zakopuje bogowie wiedzą gdzie (nigdy się żadną nie bawił i nie bawi), a ostatnio ją ugryzł, gdy chciał obsikać miejsce, w którym ona chwilę wcześniej sikała i chciała po prostu przejść dalej do ogrodu. Zablokował jej drogę, warczał, mimo stanowczego basta! (które do tej pory starczało) - ugryzł, zanim zdążyłam go skuteczniej skarcić. Nie zrobił jej krzywdy, niemniej od tamtej pory ciągle znaczy po niej teren, warczy na nią, gdy tylko koło niego przechodzi, zaczął pilnować korytarza prowadzącego do sypialni. Fakt, od kilku dni jest nieznośna pogoda, ale oba psy w najgorsze upały siedzą w domu. W domu oba mają nieco prane mózgi, rodzice rozpieszczają oba, ja staram się trzymać je krótko, czyli bez żebrania, spania w łóżku, i przede wszystkim, bez warczenia. Widz taki, że spędzam z nimi aktywnie najwięcej czasu i zwyczajnie nie mam pomysłu, gdzie robię błąd.

3 lata temu zdechł towarzysz strażnika, a raczej jego sparing partner. Z uwagi na brak dyscypliny ze strony ojca, te dwa bydlaki w kółko się gryzły, do flaków i szwów. Ten drugi pies był całkiem przez nas nieułożony, gryzł domowników, nie dawał się wyczesać, itp. Czy to możliwe, żeby te 7 lat walki z drugim samcem tak głęboko zakorzeniły w już terytorialistycznej rasie terytorializm tak silny, że strażnik goni młodą sukę? Czy to jednak tylko i wyłącznie mój błąd z ostatnich kilku dni? Strażnik nigdy też nie lubił i nie domagał się pieszczot. Chleba - tak. Miziania - nie. Nie zachowuje się jak pies zazdrosny, takie też już spotykałam. Na moje oko chodzi o teren, ale nie wiem co z tym zrobić. Nic go nie boli, nie ma chorych stawów, otwartych ran, chorych uszu, jest w dobrej formie, odkąd jest mała znowu trochę więcej je (gdy był sam jadł niecałą puszkę 1240g co drugi dzień, pies 65kg), wychodzi z nami na ogród, nie jest już osowiały. Zaznaczam, że na postawę ojca nie mam absolutnie żadnego wpływu, uważa, że psy same muszę sobie ustalać hierarchię, że starszy musi byc liderem. Ja twierdzę, że to ja lub on powinniśmy być przewodnikami, ale to jak grochem o ścianę. Znam techniki dyscyplinowania, na spacerach, przy wchodzeniu/wychodzeniu, ale nic nie działa. On nawet nie spogląda w ramach pytania o zgodę, z kolei pit bull (również mój, jednak drugą osobą wychowującą jest moja matka) z którym regularnie wychodzę, utrzymuje stały kontakt wzrokowy, gdy chce pójść w iną stronę zerka, gdy chce powąchać koniecznie tamto drzewo nie ciągnie, tylko spogląda i czeka na skinienie, przy ulicy czeka na zgodę na przejście, więc to nie tak , że nie mam zielonego pojęcia o niczym.

Odpowiedź

Witam;


Jeden z głównych problemów, które tutaj się rysują to fakt, że pies/psy nie są traktowane jednakowo. Fakt, że nie ma się wpływu na postawę konretnych członków rodziny i ich niespójnych działań psa nie obchodzi - on tylko swym zachowaniem pokazuje Państwu ich konsekwencje.


Innym zagadnieniem jest fakt, że starszy pies (zwłaszcza w gorsze dni) może wykazywać wobec młodego psa opisane zachowania jednak to do właściciela/li należy ustalanie granic - i tu zgodnie z powyższym ustalane zasady muszą być spójne.  


Konkludując: nie koniecznie to Pani robi błąd, gdyż Pani jednoosobowo nie tworzy całokształtu sytuacji rodzinnej (psio-ludzkiej), która to przekłada się na zachowanie psów.


pozdrawiam


K. G

  • Odpowiedzi udzielił:

    Konsultant portalu vetopedia.pl