Agresja kota u weterynarza

Mam w domu trzy letniego kota, przygarnęłam go jak miał 8 tygodni od koleżanki, która wzięła pod swój dach kotkę w zaawansowanej ciąży. Kotek jest dość duży jak na kota domowego, jest wyższy, ma dłuższe łapy. Ale przechodząc do konkretów - kot jest niezwykle agresywny u weterynarza. Dwa dni temu zauważyłam że coś dzieje się z uchem mojego pupila, więc najpierw wybrałam się sama, zapytać panią weterynarz co to może być na podstawie opisu i zdjęcia. Stwierdziła że może to być zapalenie ucha i żeby kota przynieść. Weterynarze dobrze znają mojego kota, więc nie musiałam już nawet ostrzegać, że jest agresywny. No i tutaj zaczęły się schody. Z przyniesieniem kota nigdy nie mam problemów, jak i z niesieniem go z powrotem do domu. W gabinecie kot zaczyna syczeć już jak wyczuje sam zapach, ale dopóki trzymam go na rękach a pani weterynarz jest w miarę daleko reakcja ogranicza się do syczenia. Stawiając go na stole już zaczyna ostrzegawczo wydawać z siebie taki długi, niski głos. Walka i krzyk kota zaczyna się, kiedy weterynarz chce dotknąć kota albo staje za nim, co jest przecież konieczne przy robieniu zastrzyku. Zwykle w gabinecie jest dwoje weterynarzy, kobieta i mężczyzna. Moi weterynarze nie mają innego sposobu na mojego kota jak tylko przytrzymywać go płasko na stole aż jedno z nich zrobi zastrzyk. Mnie osobiście wydaje się to trochę niehumanitarne z racji że pan weterynarz przytrzymując kota jedną ręką za szyję a drugą w okolicy bioder może przecież poddusić kota, co słychać w dźwiękach wydawanych przez kota, a co mnie przyprawia o łzy. Ale co ja tam wiem. Jakoś udaje się zrobić zastrzyk kiedy jest w ten sposób trzymany. Okropnie przy tym krzyczy, niszczy rękawice, jak to nazwał weterynarz na dzikie koty, mimo tego że ma obcinane pazury dzień przez wizytą. Najgorsze jest to, że kot dosłownie się rzuca jak weterynarze zwolnią uścisk. Najczęściej na ręce, są najbliżej. Jest mi przy tym głupio i niezręcznie, bo nie potrafię nad kotem słownie zapanować, nie mówiąc już siłą (skoro nawet mężczyzna nie może. ?). Kot uspokaja się u mnie na rękach, nigdy nie zostałam nawet draśnięta podczas żadnej z wizyt, zawsze cierpią rękawice na dzikie koty i weterynarze, bo takie zwierzę z pewnością wywołuje dużo stresu. W domu kot nie jest agresywny, ani względem mnie, ani 6 letniego brata, nastoletniej siostry, mamy, wręcz przeciwnie, jest cierpliwy i uległy. Toleruje nawet gości, najczęściej nie zwracając na nich uwagi, co jest niektórym z gości na rękę, nie wszyscy w końcu lubią koty. Pytając o radę mojego weterynarza usłyszałam że kot jest źle wychowany. Chciałabym to zmienić, bo nie chcę narażać weterynarzy na agresywne zachowanie mojego kota ani wywoływać tak ogromnego stresu u samego kota. Czy takie zachowanie kota da się zmienić?

Pierwsza sprawa: kot to nie dziecko - dzieci można "źle" lub "dobrze" wychować, z kotami relacje nie opierają się na tego typu założeniach (chyba, że kot wychowuje opiekuna / i to zazwyczaj bardzo skutecznie/ - to tak, to się faktycznie zdarza;). Ale mówiąc poważnie: dla większości kotów wizyta w gabinecie weterynaryjnym nosi znamiona jeśli nie traumy, to sporego stresu i doskomfortu, czego dają wyraz (syczą, bronią się, atakują itp. ) także z tej perspektywy patrząc można zaliczyć Pani kota raczej do średniej statystycznej. To co może Pani zrobić to przed spodziewaną wizytą u weterynarza podać kotu lek łagodzący stres (ale tu i tak nie należy oczekiwać, że stanie się potulnym barankiem) natomiast z rzeczy technicznych: nie wiem czy Pani używa transporterka w gabinecie - jeśli nie warto to przemyśleć, oraz zastanowić się czy podczas każdej wizyty musi być Pani obecna od początku do końca (szczególnie podczas czynności zabiegowych). Pozdrawiam


Dane zanonimizowane
Odpowiedzi udzielił lekarz weterynarii, konsultant portalu vetopedia.
Uwaga! Porada internetowa nie zastąpi badania i nie można jej traktować jako diagnozy. Jedyny właściwy wynik i diagnozę moża otrzymać w gabinecie weterynaryjnym po dokładnym zbadaniu zwierzaka przez lekarza weterynarii.