Wynicowanie odbytu u psa

W ubiegłą środę mój pies bardzo dziwnie się zachowywał, biegał, ciągle szukał sobie miejsca (zaznaczam, że piesek był na dworze na łańcuchu - przygarnięty przeze mnie jakieś 10 lat temu). Nigdy też nie było z nim jakichkolwiek problemów zdrowotnych - zawsze miał miskę z wodą i jedzeniem 2 razy dziennie (często kupowałem mu puszkę chappi), a tym bardziej żeby miał jakiekolwiek zaparcia. Z racji tego że chodzę do pracy w systemie 4-zmianowym i niestety nie mogłem od razu zareagować (dopiero po powrocie z pracy następnego dnia - około godz. 9:30 byłem z psem w lecznicy). Około godz. 17 mój tato zawołał mnie, że coś dzieje się z pieskiem - stoi, napina się a wokół latają muchy (plujki spr. W internecie), a z okolic odbytu zwisa mu około 3 cm kiszka. Przed wyjściem do pracy zdążyłem mu tylko przemyć to miejsce letnią wodą (wcześniej wydzwaniałem do 2 lekarzy weterynarzy o przyjazd do mojego pieska - niestety byli zajęci i nie mogli przyjechać - tylko nie wiem, czy jak powiedziałem o co chodzi w rozmowie telefonicznej rzeczywiście byli zajęci, czy zbagatelizowali sprawę. Do miasta do lecznicy niestety nie pojechałem tego dnia, gdyż spóźniłbym się do pracy (praca na dole w kopalni). Będąc już rano w lecznicy z pieskiem weterynarz znieczulił go, przemył wynicowany odbyt i włożył mu na miejsce, żeby lepiej się to trzymało zszył w paru miejscach. Nie wiem tylko dlaczego weterynarz nie uwzględnił tego, że mogą pojawić się larwy much (warunki do wylęgu miały sprzyjające) i nie spryskał tych okolic z tyłu grzbietu pieska. O muchach, które krążyły wokół tyłu pieska wspomniałem mu na samym początku, nie dał też żadnego środka przeciw bólowego, jedynie co zrobił to przemył fioletem włożony odbyt. W sobotę miałem przyjechać z pieskiem na ściągnięcie szwów, jednakże w piątek wieczorem (przed pracą) postanowiłem zajrzeć do pieska - z pomocą drugiej osoby przemyłem mu odbyt letnią wodą, a następnie fioletem, żeby odkazić. W międzyczasie zauważyłem z tyłu grzbietu ruszające się larwy, które zacząłem przemywać wodą i usuwać. Piesek w tym czasie nic nie jadł, za to pił co trochę wodę. Nazajutrz (tj. W sobotę zaraz po przyjściu z pracy) pojechałem z pieskiem do tej samej lecznicy - niestety wcześniej piesek zrobił kupę i znowu odbyt był wynicowany. Weterynarz stwierdził na miejscu, że nie ma to sensu, że będzie ten odbyt pieskowi wypadał i najlepiej żeby pieska uśpić, by się nie męczył. Jak wspomniałem mu o larwach zaczął je polewać środkiem (normalnie zaczęły się wysypywać z sierści - w czwartek jak byłem nic takiego nie zauważyłem) okazało się, że piesek miał zainfekowany larwami cały pas grzbietu od nasady ogona aż do grzbietu. Jak to zobaczył weterynarz stwierdził, że jest to już naprawdę beznadziejny przypadek i najlepiej, żebym się zgodził na uśpienie pieska, bo strasznie się męczy. Tak też zrobiłem. Ale teraz rozmyślając o tej całej sytuacji zastanawiam się, czy rzeczywiście dobrze zrobiłem, że poszedłem akurat do tego weterynarza? Możliwe, że zgubiła mnie intuicja - wcześniej pomógł moim 3 pieskom, w tym z jednym z beznadziejnym przypadkiem i piesek wyzdrowiał. Nie wiem tylko dlaczego weterynarz z wieloletnim stażem zbagatelizował informację którą mu przekazałem (latające muchy wokół pieska) - zapewne liczył się z tym, że muchy latają po to by złożyć jaja i dlaczego tez nie przypisał żadnego środka na uśmierzenie bólu. Nie wiem co teraz mam myśleć w całej tej sytuacji - cholernie mi szkoda pieska, że zmuszony byłem go uśpić, ciągle biję się z myślami - czy w ogóle była jakakolwiek szansa na to żeby go uratować, czy po prostu weterynarz poszedł po najmniejszej lini i wyciągnął o de mnie pieniądze wiedząc, że za parę dni i tak go uśpi. Wydałem 200 zł i naprawdę zależało mi żeby go uratować - w tym momencie pieniądze się dla mnie nie liczyły. W dalszym ciągu zastanawiam się czy podjąłem słuszną decyzję idąc akurat do tej przychodni. Zastanawia mnie też to w jaki sposób muchy zajęcy cały pas grzbietu pieska i złożyły jaja, gdzie tylko rana była na odbycie bardzo proszę o odpowiedź. Pozdrawiam jarek

Pana wina niestety jest również, z takimi zmianami mnie mozna czekac, jeśli muchy złozyły jajka i wylęgły się larwy pies musiał miec problemy od kilku dni, doswiadczony chirurg mógł usunąć uszkodzoną końcówke prostnicy, takie zabiegi są wykonywane, leczenie zachowawcze na ogół w takim stanie jest zupełnie nieskuteczne, Eutanazja w tym stanie skróciła cierpienie zwierzęcia ale można było leczyc inaczej


Dane zanonimizowane
Odpowiedzi udzielił lekarz weterynarii, konsultant portalu vetopedia.
Uwaga! Porada internetowa nie zastąpi badania i nie można jej traktować jako diagnozy. Jedyny właściwy wynik i diagnozę moża otrzymać w gabinecie weterynaryjnym po dokładnym zbadaniu zwierzaka przez lekarza weterynarii.